Po dość długiej, męczącej i pełnej przygód podróży do kraju kwitnącej zieleni, udało nam się dotrzeć na ostatnią środową turę. Była to tura typowo rozpoznawcza, gdyż paręnaście godzin w samochodzie oraz agroturystyczny postój „U Jasia”, gdzie dane nam było pospać aż 4 godziny, wyssały z nas wszystkie pokłady energii. Pierwsze rzuty na medium zaskakiwały nadmierną reakcją kuli, zaś long nie umywał się do smarowania z Łodzi, gdzie olej w niektórych partiach toru kończył się w okolicach pinów. Niestety już po paru rzutach zdałem sobie sprawę, że zdecydowanie będę tęsknił za Slingshotem, który leży sobie w Mediolanie. Nie przypuszczaliśmy, że medium okaże się tak bardzo short. Po dwóch grach Dawid powoli wracał do stanu psychicznego z IWO, a ja próbowałem jeszcze walczyć i wyciągnąć jak najwięcej informacji na czwartkowe tury. Innowacyjność separacji rozbiegów od strefy zawodników okazała się być silniejsza od naszych ud. Rozmyślamy nad wprowadzeniem nowego elementu treningowego, który szczególnie polecamy kobietom aspirującym do kadry na EWC. Nasza dobra sugestia to stepper, na którym wykonujemy przed każdym rzutem trzy serie z kulą w ręku. Wzmocni dolne partie mięśni, które będą niezbędne do zdobycia szczytu potocznie zwanego „Approach”. Po tej ciężkiej przeprawie wszystko powraca do normy, wystarczy parę kroków i rzut. W czwartek w końcu obudziliśmy się z pełnymi akumulatorami, które doprawione dobrym śniadankiem i bojowym nastawieniem, miały zapewnić nam wysokie wyniki. Bazując na środowym graniu oraz rozgrzewce, wiedziałem że long nie będzie mi sprawiał zbytnich trudności. Nexxus wraz z Nexusem Pearl idealnie zgrały się z panującymi warunkami. Jak już wcześniej wspomniałem, medium bez Slingshota był dla mnie sporym wyzwaniem, więc jedyne co mi pozostawało to zmiana kąta rotacji oraz odpuszczenie nadgarstka by kula czytała tylko ostatnią część toru. Używałem Karma Solid i Versa Max. Było to jedyne granie, które niestety nie dawało mi zbyt dużego marginesu, ale trzeba sobie przecież radzić w każdych warunkach. Pierwsze 2 gry to obrona zakończona sukcesem. W kolejnych grach solidne granie, które przy odrobinie szczęścia mogło zapewnić wyższe wyniki. Podchodząc do ostatniej gry, wiedziałem że przy wysokim wyniku będę miał szansę zbliżyć się do cut’a. Gdy gra zaczęła się wedle założeń XXXXXX, ale niestety w kolejnym rzucie na medium kula się poślizgnęła i wash out zawitał pin deck’u. Wyjąłem pewne 3 i dokończyłem strikami, co dało mi wynik 263 i 1328. Teraz pozostaje trzymanie kciuków, by wynik dał mi awans do finałów. Daria była bliska wysokiego wyniku, jednak ostatnia gra rozwiała marzenia o awansie. Pozostaje jeszcze piątkowa tura o 20.00, gdzie razem z Dawidem będzie walczyć o awans.
Pozdrawiam,
Olo
PS. Z ostatniej chwili, wynik 1353 zagrał Kris Olesiński.















Dawać dawać! Podglądam na livescoring i live streaming
Gratulacje dla wszystkich zawodników – Olek,Dawid,Kris i Daria za bojowość i pokazanie się z dobrej strony. Dzisiaj trzymamy kciuki za Krisa, który jako jedyny z naszych reprezentantów gra dalej w Step 1. Walczy w grupie 4 zawodników o awans do Step 2. Powodzenia !
Niestety Krisowi nie udało sie pójść dalej i zakończył już gry ale i tak należą się gratulacje za wejście do finałowej grupy. Jak do tej pory ta sztuka (nie liczę IWO) udawała się tylko braciom Zjawionym.
Turniej można nazwać kobiecym bo w finałowej 4 znalazły się aż 3 panie (van der Tol, Pollanen,Andersson) i pierwsze miejsce zdobyła także kobieta – Sandra Andersson (Szwecja), która otrzymała 8000 Eur na drobne wydatki.Sandrę znamy z EYC 2009 roku bo z koleżanką Planefors stały na podium z naszymi dziewczynami Darią i Magdą w konkurencji par gdyż zdybyły także brązowy medal.
Witajcie,
już razem z Darią jesteśmy w Polsce.
Było bardzo miło (ale jakże nerwowo) zagrać w finałach takiej prestiżowej i trudnej (dual condition) imprezy jaką jest turniej w Tilburgu w towarzystwie tak znamienitych i utytułowanych europejskich i nie tylko europejskich zawodników, chociaż trochę żal że skończyło się na final step 1.
Zabrakło trochę doświadczenia w występach na tak wysokim szczeblu rozgrywek EBT, a może nawet nie trochę, a bardzo wiele.
Dzięki tym wszystkim którzy kibicowali ekipie z Polski którzy byli w Tilburgu, a ze swojej strony za trzymanie kciuków za moją grę w finałach.
Pozdrawiam i do zobaczenia na torach
Kris
MCH chyba za daleko posunales sie ze stwierdzeniem „Jak do tej pory ta sztuka (nie liczę IWO) udawała się tylko braciom Zjawionym”
Wydaję mi się, ” że nigdzie się nie posunąłem” a co najwyżej pomyliłem. Jeżeli tak to przepraszam zainteresowanych – pamięć może być zawodna. Śledziłem występy naszych zawodników w różnych, ubiegłorocznych turniejach EBT i wpadły mi w oczy dobre wyniki braci Zjawionych, którzy w wielu, doskonale obsadzonych, brali udział. Wielu naszych zawodników osiągało sukcesy podczas IWO ( ponownie gratuluję) ale nie brałem tego turnieju pod uwagę ze względu na rangę turnieju – satelita (liczebność zawodników i ilość gwiazd). Mam nadzieję, że wytłumaczenie Cię zadawala i przypomnisz mi o tych, o których zapomniałem.